Do tej pory było dużo o przeszłości, a mało o samym treningu. Niedługo to zmienimy, hehe. Dzisiaj chciałem wam przedstawić coś, co nazwałem Warunkami dobrego treningu :)
Najpierw zacznijmy od wytłumaczenia różnicy pomiędzy słowem trening a ćwiczenia, bo to jest kluczowa kwestia.
Trening to dla mnie wszystkie elementy, które składają się na rozwój fizyczny (bądź każdy inny; mówi się także o treningu duchowym, trening silnej woli itd. a ja będę mówić o treningu fizycznym).
Natomiast ćwiczenia są według mnie tylko zbiorem uprawianych aktywności fizycznych. Czyli, jak pewnie już widzicie, ćwiczenia są jedynie elementem treningu. Zaznaczam, że takie definiowanie tych pojęć to tylko mój pomysł, nie wiem czy ktoś myśli podobnie czy też może taka definicja funkcjonuje w oficjalnych słownikach, ale przyjmijmy, że na tym blogu będę się nimi posługiwał.
Spotkałem się z tym, że wiele osób uważa ćwiczenia za równoważne z treningiem, uważając że cały trening polega jedynie na machaniu sztangą czy szaleńczych biegach co kilka dni. Przyznam, że sam tak kiedyś myślałem. Na moją obronę powiem tylko, że to było dawno temu i nieprawda, hehe. Im dłużej trenowałem, tym większe znaczenie innych elementów dostrzegałem. Zauważyłem, że trafnie dobrane i poprawnie wykonywane ćwiczenia są zaledwie jednym z czynników warunkujących dobry trening. Chronologicznie patrząc na moje treningi to było tak: na początku ćwiczyłem ile wlezie, bez diet, bez odpoczynku, sądziłem że uparcie powtarzany komplet nudnych ruchów w tę i we w tę przyniesie mi boską sylwetkę tych gości z reklam na sportowych forach. Niestety, tak się nie mogło stać :) Więc czytałem więcej, dowiadywałem się, co jest nie tak i wtedy przyszła złota myśl! Dieta! Tak, dieta rozwiąże wszystkie moje problemy. Co prawda, nie odżywiałem się źle, ale wiele rzeczy można było zmienić. Więc zmieniłem. A przynajmniej się starałem. Od tamtej pory elementami mojego treningu były ćwiczenia i dieta. Średnie, mierne, ale przynosiły efekty. Oczywiście do czasu. Do czasu, kiedy dowiedziałem się, że równie ważna jak intensywny trening jest intensywna regeneracja. Może takie połączenie słów wydaje się dziwne, ale myślę, że dobrze przedstawia o co chodzi. I ćwiczyłem tak, zadowolony z siebie, że posiadłem tajemną wiedzę i sukces jest w zasięgu ręki. Jak się pewnie domyślacie pomyliłem się. I co gorsza nie wiedziałem, co było tym brakującym ogniwem w moim treningu. I długo się nie mogłem domyślić. Tak gdzieś przez 1.5 roku, podczas których ćwiczyłem w kratkę, bez ładu i składu. Na szczęście dziś już wiem! Brakowało mi odpowiedniego nastawienia psychicznego! Motywacji, chęci, planowania. To właśnie ten element mnie zawiódł i mimo że wszystkie inne działały w miarę dobrze, to ten jeden źle funkcjonujący czynnik zaburzył cały łańcuch powiązań.
Bogaty w te doświadczenia z przeszłości, staram się teraz przestrzegać wszystkich warunków dobrego treningu.
Teraz podsumujmy wszystkie powyższe założenia.
Warunki dobrego treningu:
1. Odpowiednie ćwiczenia
Oczywiście, dla każdego "odpowiednie może znaczyć coś innego". Wszystko zależy od celu, jaki trenujący sobie wyznacza. Dla chcącego schudnąć odpowiednie mogą się okazać ćwiczenia aerobowe powodujące szybkie spalanie tkanki tłuszczowej. Dla osoby pragnącej zwiększyć swoją siłę, odpowiednim zestawem ćwiczeń mogą okazać się sesje złożone z ćwiczeń na bardzo dużych ciężarach z progresją (czyli zwiększaniem ciężaru/powtórzeń co jakiś okres czasu np.). Dla piłkarza odpowiednimi ćwiczeniami będą te na boisku, ćwiczenia techniki, wytrzymałościowe, sprinterskie urozmaicone meczami. Widzicie o co mi chodzi. Dla mnie odpowiednie ćwiczenia oznaczają urozmaiconą aktywność fizyczną skupiającą się na wielu aspektach sprawności. Zaliczę do nich: trening z obciążeniem własnego ciała, jazdę na rowerze, biegi i może jeszcze parę innych rzeczy. Ale to wyjdzie w praniu, hehe.
2. Dieta dostosowana do potrzeb i celów
"Jesteś tym, co jesz". Ta fraza ma w sobie wiele prawdy. Nasze organizmy składają się z tego, co my sami im dostarczamy. Jeśli jesz śmieci - będziesz miał zaśmiecony organizm, trochę uproszczony schemat, ale jak się okazuje często prawdziwy. Jeśli chcesz budować mięśnie, piękną masę mięśniową musisz dostarczyć swojemu ciału dobrą żywność, bogatą w składniki odżywcze. Bez tego uzyskanie znacznych efektów jest po prostu niemożliwe. I nawet mimo to, że jestem szczupłym ektomorfikiem, nie reagującym szybkim wzrostem tkanki tłuszczowej w przypadku "junk food'u" to zauważam różnice w jakości tkanki w różnych okresach mojego treningu. Podczas gdy trzymałem dosyć zdrową dietę, moje ciało było pokryte naprawdę niewielką ilością tłuszczu, gdy zacząłem mniej uważać na to, co jem, zdołałem dostrzec coraz mniej podobającą mi się warstwę tłuszczyku. Oczywiście nie nakłaniam do tego, żeby jeść mało, bo oczywiście wygląd "suchara" też nie jest imponujący, ale zachęcam do zdrowej, zrównoważonej diety, bogatej w elementy odżywcze. To na pewno pozwoli i znacznie ułatwi budowę wymarzonego ciała.
3. Regeneracja
Wiele osób popełnia podobny błąd na początku swych treningów. Ja również go popełniłem, nie jestem wszechwiedzący, ale być może ten wpis pomoże osobom zaczynającym swoją przygodę z treningiem fizycznym zwrócić uwagę na ten problem. Jest nim brak regeneracji. Jak wiadomo mięśnie rosną, nie wtedy, gdy ćwiczymy, ale gdy odpoczywamy. Oczywiście ćwiczenia są impulsem do wzrostu, ale częste, intensywne, codzienne, przeplatane innymi aktywnościami, szkołą/pracą nie pozwalają na optymalny rozwój. A odpoczynek... No cóż, na odpoczynek czasu zazwyczaj brakuje. I żeby nie wyglądać na świętego i przemądrzającego się, powiem wam, że też mam problem z regeneracją. Ciągle brakuje czasu, na to żeby się wyciszyć, porozciągać, spać dzisiaj godzinę dłużej czy pomedytować. Nie będę się zagłębiać w tym, co może być regeneracją dla różnych osób. Każdy ma swój sposób na odpoczynek i myślę, że zna go najlepiej. Ważne, żeby pozwolił sobie na odrobinę luzu i odpoczynek dla siebie - swojego zmęczonego ciała.
4. Nastawienie psychiczne
Umieściłem je jako ostatni warunek, ale to wcale nie oznacza, że jest najmniej ważne. Wręcz przeciwnie. Bez niego nic nie działa odpowiednio. Zarówno nasza sfera fizyczna jak i psychiczna. Myślę, że każdy w pewnym momencie odczuwa negatywne emocje, myśli sobie: "Kurde, po co ja się tak męczę, może włączę sobie kompa i posiedzę na ...." , "Tracę tyle życia przez te moje ćwiczenia, ile ja mógłbym innych rzeczy przez ten czas zrobić. Olać ćwiczenia." ... Mi też się to zdarzyło. Najgorsze jednak jest nie to, że doświadczasz takich myśli, ale to, że nie możesz ich pokonać. Mi pomogło skupienie się na celach, na tym do czego dążę. Przeanalizowałem swój tryb życia i doszedłem do wniosku, że zdrowie jest dla mnie bardzo ważne, liczy się dla mnie rozwój mego ciała, sylwetki, siły, sprawności. Liczy się bardziej niż godziny przesiedziane przed komputerem. Zdecydowałem więc, że muszę zrobić coś, aby zrealizować te ważniejsze cele, czyli ograniczać czas spędzany przed monitorem, a przeznaczać go na treningi. Tak oto udało mi się przełamać impas ustanowiony przez moją psychikę. Polecam każdemu, kto ma problem z nastawieniem, chęcią do treningu, aby wyznaczył sobie najważniejsze cele i na nich się skupił, na tym, co pomoże mu je osiągnąć. Wtedy zauważy, że wszystko jest prostsze niż się wydaje.
Chcę jednak zwrócić uwagę na pewną, ważną kwestię. Mianowicie przetrenowanie. Często przetrenowanie daje o sobie znać najpierw właśnie w postaci niechęci do ćwiczeń! Ważne jest, aby poznać swoje ciało i swoją psychikę na tyle dobrze, aby trafnie ocenić, czy moje "antytreningowe" nastawienie wynika z przetrenowania czy może z lenistwa. Jest to bardzo ważna sprawa, ponieważ osoba przetrenowana nie doprowadzi do niczego dobrego zmuszając się do kontynuowania ćwiczeń. Pamiętajcie o tym!
Mianem zakończenia jeszcze raz wypiszę warunki dobrego treningu. Nie zapominajcie, że to tylko mój pogląd i nie jestem nieomylny, więc nie bierzcie mnie za wyrocznię, a jedynie za "wujka dobrą radę", który chce zwrócić uwagę na kilka ważnych elementów treningu!
1. Odpowiedni trening
2. Dieta dostosowana do potrzeb i celów
3. Regeneracja
4. Nastawienie psychiczne
Czy zgadzacie się z tymi warunkami? Może dla was liczą się jeszcze inne elementy. Piszcie o tym w komentarzach.
sobota, 26 lutego 2011
środa, 23 lutego 2011
Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość
Większą część mojej przeszłości "treningowej" poznaliście już w pierwszej notatce, ale postaram się ją opisać trochę dokładniej - podzielić na okresy i metody treningowe. A więc zaczynamy.
1 etap (przeszłość):
Początek moich treningów. Złapałem zajawkę na ćwiczenia mając 14 lat, jakoś na początku 2008 roku. Już wspominałem o dwóch dziesięciokilogramowych hantlach gwałtownie przyciągających mnie do ziemi, gdy tylko wziąłem je do dłoni. Na szczęście ciężar był regulowany, jak to w większości takich wynalazków i zacząłem treningi od obciążenia 2x5kg. Wiem, wiem, brzmi to komicznie, jednak każdy od czegoś zaczyna. Miałem to szczęście, że przed rozpoczęciem ćwiczeń przez około miesiąc studiowałem fora i artykuły na temat treningów w domu, urządzenia sobie mini-siłowni i takie tam... Nie pamiętam już jak do tego doszło, ale zacząłem ćwiczyć metodą FBW (Full Body Workout) polegającą na wykonywaniu ćwiczeń na partie mięśniowe całego ciała na każdym treningu, w przeciwieństwie do bardzo popularnego splitu, który nakazuje rozdzielenie i pogrupowanie partii mięśniowych, tak by ćwiczyć każdą partię 1-2 razy w tygodniu. Ćwiczenia szły całkiem dobrze, jak na początek, co było spowodowane zapewne w dużym stopniu moją ogromną motywacją. Miałem przed oczami swoją sylwetkę wielką i silną, oczywiście myślałem, że to jest bardzo proste do osiągnięcia, więc ćwiczyłem i... widziałem efekty! Naprawdę, rzekłbym że efekty poczynione w tym okresie były godne pozazdroszczenia. Z chudego chłopczyka, z ramionami szerokości bioder, powoli stawałem się zarysem mężczyzny, umięśnionego, w kształcie V. Oczywiście przyczynił się również do tego szok mięśniowy, jaki przeżył mój organizm, gdy gwałtownie zacząłem ćwiczyć. Poprzez taką zmianę, zwyczajnie zacząłem rosnąć. Szybko rosnąć. Z mojej pamięci wymazały się już liczby określające moją wagę, ale wydaje mi się, że przytyłem około 10 kg w ciągu może 6-7 miesięcy. 10 kg, w większości mieśni.
Przykładowy trening z 1 etapu:
1.Wyciskanie na ławce prostej (stworzonej z dwóch taboretów i krzesła)
2.Przysiady z hantlami z łapach
3.Podciąganie na drążku podchwyt/nachwyt
4.Wyciskanie na barki
5.Wiosłowanie hantlą
6.jakieś brzuszki
7.Wspięcia na łydki
Tak to mniej więcej wyglądało. Oczywiście nie dam głowy uciąć, że nie wykonywałem innych ćwiczeń lub że wykonywałem zawsze te siedem tutaj wymienionych. Potraktujcie to jako zarys moich pierwszych treningów. Taki zwyczajny FBW. O diecie nie miałem wówczas pojęcia (zresztą do dziś nie ogarnąłem wiedzy potrzebnej do stworzenia sobie jakiejś zdrowej diety, ale o tym później), więc jadłem co popadnie, byle dużo. Jak większość rozpoczynających ćwiczenia zależało mi na masie. Tej mięśniowej. Przybyło jej dużo, ale coraz liczniejsze towarzystwo tkanki tłuszczowej i wód podskórnych zapewne mnie nie zachwycało ;)
Taki trening prowadziłem przez około 8-9 miesięcy, nie pamiętam już dokładnie. Były to treningi regularne, jednak jak się później okazało miały również swoje minusy. Oprócz okresowych bóli stawów czy mięśni spowodowanych niewystarczającą rozgrzewką lub złą techniką doszedł bardziej poważny problem. Otóż przez te kilka miesięcy znacznie pogłębiłem swoją skoliozę, której do tamtej pory nie leczyłem, jednak za namową lekarza zacząłem. Ćwiczyłem na zajęciach rehabilitacyjnych i w domu. Nie tylko mięśnie pleców (prostowniki i antagonistyczne mięśnie brzucha, jak to na takich "rehabilitacjach"), ale też, za namową lekarza, resztę ciała. Cały szkopuł tkwił w tym, że miałem zacząć ćwiczyć bez hantli, a jedynie z obciążeniem własnego ciała, co miało wymusić zmianę mojej techniki na prawidłową i wzmacnianie mięśni bez pogłębiania skrzywienia kręgosłupa. Jak się później okazało zmieniło to mój cały dotychczasowy pogląd na treningi. Dziś uważam, że zmieniło go na lepsze. Tak właśnie zaczynał się 2 etap...
2 etap (przeszłość):
Hmm. To będzie jakoś od końca roku 2008 do połowy 2009. Tak myślę. Mój ortopeda, który nawiasem mówiąc wyglądał na bardzo wysportowanego - stąd moje zaufanie do tego, co mi przekazywał, polecił mi system treningowy Proteo, opracowany przez niejakiego Oliviera Lafay'a, jeśli mnie pamięć nie myli, co okazało się dla mnie strzałem w dzisiątkę. Mój trening zmienił się może nie całkowicie, ale z pewnością w dużym stopniu. Nadal był oparty na ćwiczeniach skupionych na dużych grupach mięśniowych, ale już nie było w nim śladu sztucznego obciążenia. Wystarczył drążek (taki rozporowy, rozkręcany, przymocowywany do futryny, za 20zł), krzesła, ewentualnie taborety i ciężar ciała, aby wykonać trening, po którym czułem się jak nowo narodzony. Każdy mięsień żył własnym życiem,a razem tworzyły ciało, które stawało się coraz zdrowsze i silniejsze.
Ta metoda treningowa opierała się na stałej progresji, włączając w to zmieniającą liczbę powtórzeń, serii ćwiczeń jak również wykonywanie coraz bardziej skomplikowanych ćwiczeń w miarę rosnącego doświadczenia.
Mój trening z 2 etapu wyglądał mniej więcej tak:
1. Pompki na poręczach ( tu za poręcze służyły mi krzesła i ich oparcia)
2. różne wariacje wokół pompek (pompki z głową wyżej od nóg, z głową niżej, na krzesłach i takie różne...)
3. Podciąganie na drążku
4. Przysiady ( również różne odmiany: z wyskokiem, w szerokim rozkroku..)
5. brzuszki
6. chyba jeszcze jakieś ćwiczenia na tricepsy lub łydki
Mógłbym powiedzieć, że to taka wersja FBW, tylko że wykluczająca wszelkie obciążenie w postaci hantli, sztang i innych ustrojstw. Jako że miałem silną motywację do wyrobienia sylwetki, zdrowej i okazałej, szybko przeskakiwałem kolejne poziomy i robiłem coraz więcej ćwiczeń, coraz trudniejszych. Oceniam, że byłem wtedy równie sprawny, silny co obecnie. Moja waga już się stabilizowała w granicach 70-75kg, co wobec bodajże 61kg na początku 1 etapu było dla mnie sporym osiągnięciem, rosły mięśnie, rosła siła, zwiększała się sprawność. To było to! Jednak po pewnym czasie, a właściwie jakoś w związku z nadchodzącą nauką w liceum, zabrakło mi pewnego elementu niezbędnego do ćwiczeń - chęci. Motywacja gdzieś dogasała resztkami swego dawnego ognia, ja wolałem się skupić na nauce, poznawać ludzi, a na treningi jakoś brakowało czasu. Wymiernym plusem tego okresu jest moja poprawa zdrowotna - skolioza dzięki odpowiednim ćwiczeniom i nawykom odpowiedniej postawy zmniejszyła się w znacznym stopniu.
Jednak jak wspomniałem treningi zeszły na boczny tor i rozpoczął się 3 etap mojej przygody z ćwiczeniami:
3 etap (przeszłość i teraźniejszość):
Tak jak poprzednie 1.5 roku treningów cechowało się niezwykłą wręcz, jak spoglądam pamięcią wstesz, sumiennością i regularnością, tak podczas kolejnego 1.5 roku zacząłem się obijać i byłem tak nieregularny jak tylko można sobie to wyobrazić. W jednym tygodniu potrafiłem nie zrobić ani jednego treningu, a w następnym nadrabiałem jak tylko mogłem, ćwicząc "ponad miarę". Wyglądało to mniej więcej tak:
poniedziałek: miałem dziś wfy, zmęczony jestem, nie cwicze
wtorek: dziś późno kończyłem, zrobię trening jutro
środa: dzisiaj są sksy siatki, powiedzmy że zastąpią trening
czwartek: dzisiaj wychodzę z dziewczyną, no time for workout...
piątek: ha... w końcu kończę wcześniej, więc.. wyjdę ze znajomymi
sobota: no jest wolne, zrobię chociaż jeden trening w tym tygodniu...
niedziela: dzień święty trzeba święcić więc nie ćwiczę, hahaha. oczywiście trochę to naginam, ale mam nadzieję, że wyobrażacie sobie, jak to wyglądało.
Jak się pewnie spodziewacie, nie przynosiło mi to wielkich efektów. Wręcz żadnych. Udawało mi się jedynie utrzymać skromną sylwetkę zdobytą do tej pory i zachować sprawność na podobnym poziomie. Dlatego też twierdzę, że od około połowy 2009 roku do dzisiaj nie zrobiłem postępu. Podczas treningów intuicyjnych wymyśliłem jedynie kilka ciekawych ćwiczeń, które będę opisywać innym razem. A tak, właśnie, nie wspominałem jeszcze. W tym czasie moje treningi były czysto intuicyjne, bez planu, bez założeń, po prostu robiłem to na co miałem ochotę. Jeśli chciałem zrobić 100 pompek i skończyć trening to tak robiłem, jeżeli miałem ochotę na przysiady to sobie przysiadałem i tak dalej. Okazało się, że nie działa to jednak tak dobrze jak poprzednie formy treningu. Dlatego niedawno, zawziąłem się i zdecydowałem, że wrócę do systematycznych, pełnych, dobrze zaplanowanych ćwiczeń. Już dość mam treningów powodujących jedynie zmęczenie, frustrację lub bóle mięśni( te głównie spowodowane brakiem rozgrzewki, bo na nią nigdy nie miałem czasu). Postanowiłem to zmienić! I ten blog ma mi w tym pomóc. Pytacie jak? Już wam odpowiadam: najtrudniejszą częścią w moim treningu jest przygotowanie psychiczne i sama chęć do treningu. Zdarza się, że zmuszam się do ćwiczeń, bo wiem, że to pożyteczne dla mnie, jednak ospałość, niechęć z jaką to robię powoduje brak efektów. Ostatnio straciłem gdzieś zapał i motywację. A dzięki tej stronie, zwierzeniu się i świadomości bycia obserwowanym przez innym mam zamiar je odzyskać!
Teraz zaczyna się nowa era w moim życiu:
4 etap (przyszłość):
Wypiszę moje postanowienia i założenia w punktach, tak będzie łatwiej się w tym połapać.
1. Pogodzenie rozwoju fizycznego z rozwojem sfery intelektualnej, osobistej - najważniejszy punkt tego programu. Mój główny cel to równowaga - pomiędzy nauką, treningiem, życiem towarzyskim. Mimo, że wcale nie mam mniej zajęć niż rok temu, kiedy to z powodu natłoku nauki i rozwoju życia towarzyskiego rzuciłem regularny trening, tak jednak postaram się wykombinować czas na treningi, chociażby kosztem obijania się i przeglądania internetu :)
2. Regularne i przemyślane treningi
3. Zdrowa dieta
4. Zapisywanie moich przemyśleń, treningów, postępów na tym blogu :)
Tak więc, jak widzicie, mam już pewien plan. Teraz moim zadaniem pozostaje jego realizacja! Życzcie mi powodzenia :)
1 etap (przeszłość):
Początek moich treningów. Złapałem zajawkę na ćwiczenia mając 14 lat, jakoś na początku 2008 roku. Już wspominałem o dwóch dziesięciokilogramowych hantlach gwałtownie przyciągających mnie do ziemi, gdy tylko wziąłem je do dłoni. Na szczęście ciężar był regulowany, jak to w większości takich wynalazków i zacząłem treningi od obciążenia 2x5kg. Wiem, wiem, brzmi to komicznie, jednak każdy od czegoś zaczyna. Miałem to szczęście, że przed rozpoczęciem ćwiczeń przez około miesiąc studiowałem fora i artykuły na temat treningów w domu, urządzenia sobie mini-siłowni i takie tam... Nie pamiętam już jak do tego doszło, ale zacząłem ćwiczyć metodą FBW (Full Body Workout) polegającą na wykonywaniu ćwiczeń na partie mięśniowe całego ciała na każdym treningu, w przeciwieństwie do bardzo popularnego splitu, który nakazuje rozdzielenie i pogrupowanie partii mięśniowych, tak by ćwiczyć każdą partię 1-2 razy w tygodniu. Ćwiczenia szły całkiem dobrze, jak na początek, co było spowodowane zapewne w dużym stopniu moją ogromną motywacją. Miałem przed oczami swoją sylwetkę wielką i silną, oczywiście myślałem, że to jest bardzo proste do osiągnięcia, więc ćwiczyłem i... widziałem efekty! Naprawdę, rzekłbym że efekty poczynione w tym okresie były godne pozazdroszczenia. Z chudego chłopczyka, z ramionami szerokości bioder, powoli stawałem się zarysem mężczyzny, umięśnionego, w kształcie V. Oczywiście przyczynił się również do tego szok mięśniowy, jaki przeżył mój organizm, gdy gwałtownie zacząłem ćwiczyć. Poprzez taką zmianę, zwyczajnie zacząłem rosnąć. Szybko rosnąć. Z mojej pamięci wymazały się już liczby określające moją wagę, ale wydaje mi się, że przytyłem około 10 kg w ciągu może 6-7 miesięcy. 10 kg, w większości mieśni.
Przykładowy trening z 1 etapu:
1.Wyciskanie na ławce prostej (stworzonej z dwóch taboretów i krzesła)
2.Przysiady z hantlami z łapach
3.Podciąganie na drążku podchwyt/nachwyt
4.Wyciskanie na barki
5.Wiosłowanie hantlą
6.jakieś brzuszki
7.Wspięcia na łydki
Tak to mniej więcej wyglądało. Oczywiście nie dam głowy uciąć, że nie wykonywałem innych ćwiczeń lub że wykonywałem zawsze te siedem tutaj wymienionych. Potraktujcie to jako zarys moich pierwszych treningów. Taki zwyczajny FBW. O diecie nie miałem wówczas pojęcia (zresztą do dziś nie ogarnąłem wiedzy potrzebnej do stworzenia sobie jakiejś zdrowej diety, ale o tym później), więc jadłem co popadnie, byle dużo. Jak większość rozpoczynających ćwiczenia zależało mi na masie. Tej mięśniowej. Przybyło jej dużo, ale coraz liczniejsze towarzystwo tkanki tłuszczowej i wód podskórnych zapewne mnie nie zachwycało ;)
Taki trening prowadziłem przez około 8-9 miesięcy, nie pamiętam już dokładnie. Były to treningi regularne, jednak jak się później okazało miały również swoje minusy. Oprócz okresowych bóli stawów czy mięśni spowodowanych niewystarczającą rozgrzewką lub złą techniką doszedł bardziej poważny problem. Otóż przez te kilka miesięcy znacznie pogłębiłem swoją skoliozę, której do tamtej pory nie leczyłem, jednak za namową lekarza zacząłem. Ćwiczyłem na zajęciach rehabilitacyjnych i w domu. Nie tylko mięśnie pleców (prostowniki i antagonistyczne mięśnie brzucha, jak to na takich "rehabilitacjach"), ale też, za namową lekarza, resztę ciała. Cały szkopuł tkwił w tym, że miałem zacząć ćwiczyć bez hantli, a jedynie z obciążeniem własnego ciała, co miało wymusić zmianę mojej techniki na prawidłową i wzmacnianie mięśni bez pogłębiania skrzywienia kręgosłupa. Jak się później okazało zmieniło to mój cały dotychczasowy pogląd na treningi. Dziś uważam, że zmieniło go na lepsze. Tak właśnie zaczynał się 2 etap...
2 etap (przeszłość):
Hmm. To będzie jakoś od końca roku 2008 do połowy 2009. Tak myślę. Mój ortopeda, który nawiasem mówiąc wyglądał na bardzo wysportowanego - stąd moje zaufanie do tego, co mi przekazywał, polecił mi system treningowy Proteo, opracowany przez niejakiego Oliviera Lafay'a, jeśli mnie pamięć nie myli, co okazało się dla mnie strzałem w dzisiątkę. Mój trening zmienił się może nie całkowicie, ale z pewnością w dużym stopniu. Nadal był oparty na ćwiczeniach skupionych na dużych grupach mięśniowych, ale już nie było w nim śladu sztucznego obciążenia. Wystarczył drążek (taki rozporowy, rozkręcany, przymocowywany do futryny, za 20zł), krzesła, ewentualnie taborety i ciężar ciała, aby wykonać trening, po którym czułem się jak nowo narodzony. Każdy mięsień żył własnym życiem,a razem tworzyły ciało, które stawało się coraz zdrowsze i silniejsze.
Ta metoda treningowa opierała się na stałej progresji, włączając w to zmieniającą liczbę powtórzeń, serii ćwiczeń jak również wykonywanie coraz bardziej skomplikowanych ćwiczeń w miarę rosnącego doświadczenia.
Mój trening z 2 etapu wyglądał mniej więcej tak:
1. Pompki na poręczach ( tu za poręcze służyły mi krzesła i ich oparcia)
2. różne wariacje wokół pompek (pompki z głową wyżej od nóg, z głową niżej, na krzesłach i takie różne...)
3. Podciąganie na drążku
4. Przysiady ( również różne odmiany: z wyskokiem, w szerokim rozkroku..)
5. brzuszki
6. chyba jeszcze jakieś ćwiczenia na tricepsy lub łydki
Mógłbym powiedzieć, że to taka wersja FBW, tylko że wykluczająca wszelkie obciążenie w postaci hantli, sztang i innych ustrojstw. Jako że miałem silną motywację do wyrobienia sylwetki, zdrowej i okazałej, szybko przeskakiwałem kolejne poziomy i robiłem coraz więcej ćwiczeń, coraz trudniejszych. Oceniam, że byłem wtedy równie sprawny, silny co obecnie. Moja waga już się stabilizowała w granicach 70-75kg, co wobec bodajże 61kg na początku 1 etapu było dla mnie sporym osiągnięciem, rosły mięśnie, rosła siła, zwiększała się sprawność. To było to! Jednak po pewnym czasie, a właściwie jakoś w związku z nadchodzącą nauką w liceum, zabrakło mi pewnego elementu niezbędnego do ćwiczeń - chęci. Motywacja gdzieś dogasała resztkami swego dawnego ognia, ja wolałem się skupić na nauce, poznawać ludzi, a na treningi jakoś brakowało czasu. Wymiernym plusem tego okresu jest moja poprawa zdrowotna - skolioza dzięki odpowiednim ćwiczeniom i nawykom odpowiedniej postawy zmniejszyła się w znacznym stopniu.
Jednak jak wspomniałem treningi zeszły na boczny tor i rozpoczął się 3 etap mojej przygody z ćwiczeniami:
3 etap (przeszłość i teraźniejszość):
Tak jak poprzednie 1.5 roku treningów cechowało się niezwykłą wręcz, jak spoglądam pamięcią wstesz, sumiennością i regularnością, tak podczas kolejnego 1.5 roku zacząłem się obijać i byłem tak nieregularny jak tylko można sobie to wyobrazić. W jednym tygodniu potrafiłem nie zrobić ani jednego treningu, a w następnym nadrabiałem jak tylko mogłem, ćwicząc "ponad miarę". Wyglądało to mniej więcej tak:
poniedziałek: miałem dziś wfy, zmęczony jestem, nie cwicze
wtorek: dziś późno kończyłem, zrobię trening jutro
środa: dzisiaj są sksy siatki, powiedzmy że zastąpią trening
czwartek: dzisiaj wychodzę z dziewczyną, no time for workout...
piątek: ha... w końcu kończę wcześniej, więc.. wyjdę ze znajomymi
sobota: no jest wolne, zrobię chociaż jeden trening w tym tygodniu...
niedziela: dzień święty trzeba święcić więc nie ćwiczę, hahaha. oczywiście trochę to naginam, ale mam nadzieję, że wyobrażacie sobie, jak to wyglądało.
Jak się pewnie spodziewacie, nie przynosiło mi to wielkich efektów. Wręcz żadnych. Udawało mi się jedynie utrzymać skromną sylwetkę zdobytą do tej pory i zachować sprawność na podobnym poziomie. Dlatego też twierdzę, że od około połowy 2009 roku do dzisiaj nie zrobiłem postępu. Podczas treningów intuicyjnych wymyśliłem jedynie kilka ciekawych ćwiczeń, które będę opisywać innym razem. A tak, właśnie, nie wspominałem jeszcze. W tym czasie moje treningi były czysto intuicyjne, bez planu, bez założeń, po prostu robiłem to na co miałem ochotę. Jeśli chciałem zrobić 100 pompek i skończyć trening to tak robiłem, jeżeli miałem ochotę na przysiady to sobie przysiadałem i tak dalej. Okazało się, że nie działa to jednak tak dobrze jak poprzednie formy treningu. Dlatego niedawno, zawziąłem się i zdecydowałem, że wrócę do systematycznych, pełnych, dobrze zaplanowanych ćwiczeń. Już dość mam treningów powodujących jedynie zmęczenie, frustrację lub bóle mięśni( te głównie spowodowane brakiem rozgrzewki, bo na nią nigdy nie miałem czasu). Postanowiłem to zmienić! I ten blog ma mi w tym pomóc. Pytacie jak? Już wam odpowiadam: najtrudniejszą częścią w moim treningu jest przygotowanie psychiczne i sama chęć do treningu. Zdarza się, że zmuszam się do ćwiczeń, bo wiem, że to pożyteczne dla mnie, jednak ospałość, niechęć z jaką to robię powoduje brak efektów. Ostatnio straciłem gdzieś zapał i motywację. A dzięki tej stronie, zwierzeniu się i świadomości bycia obserwowanym przez innym mam zamiar je odzyskać!
Teraz zaczyna się nowa era w moim życiu:
4 etap (przyszłość):
Wypiszę moje postanowienia i założenia w punktach, tak będzie łatwiej się w tym połapać.
1. Pogodzenie rozwoju fizycznego z rozwojem sfery intelektualnej, osobistej - najważniejszy punkt tego programu. Mój główny cel to równowaga - pomiędzy nauką, treningiem, życiem towarzyskim. Mimo, że wcale nie mam mniej zajęć niż rok temu, kiedy to z powodu natłoku nauki i rozwoju życia towarzyskiego rzuciłem regularny trening, tak jednak postaram się wykombinować czas na treningi, chociażby kosztem obijania się i przeglądania internetu :)
2. Regularne i przemyślane treningi
3. Zdrowa dieta
4. Zapisywanie moich przemyśleń, treningów, postępów na tym blogu :)
Tak więc, jak widzicie, mam już pewien plan. Teraz moim zadaniem pozostaje jego realizacja! Życzcie mi powodzenia :)
wtorek, 22 lutego 2011
Dzień 0
"Zaczyna się nowa era" - rzekł mój przyjaciel na wieść o utworzeniu tego bloga. I ma rację, to będzie nowa era w moim systemie ćwiczeniowym, w moim życiu i mam nadzieję, że być może również w sferze internetowych blogów treningowych.
Ale od początku:
Mam na imię Paweł, jestem zwykłym 17-latkiem, jakich wielu dookoła. Tak jak oni chodzę do szkoły, ćwiczę, spotykam się z ludźmi itd. Jedyne co mnie może wyróżniać to to, że chcę nadać temu formę bloga, głównie skupionego na treningach, lecz także zawierającego teksty o życiu codziennym, przemyśleniach. Chcę się dzielić wiedzą, jaką mam i liczę również na naukę czegoś nowego od czytelników tego bloga. Wiem, może wam się wydawać, że taki nastolatek pewnie gówno wie i to strata czasu, jednak mam nadzieję, że przekonam was do tego, że tak nie jest...
Nigdy nie uprawiałem żadnej dyscypliny sportu zawodowo/w klubie, pod okiem trenera. Głównie z tego powodu w wieku czternastu lat zrodziła się we mnie nieodparta chęć znalezienia sobie czegoś, w czym będę dobry, jakiegoś sportu, który stanie się moim hobby, rodzajem pasji. Na moje (nie)szczęście było już za późno na zaczęcie trenowania w jakichś klubach sportowych, więc szukałem na swoją rękę. Chciałem się rozwijać, dużo czytałem, aż w końcu zająłem się kulturystyką. Oczywiście w karykaturalnej wersji tego sportu... Namówiłem mamę na kupno dwóch hantli po 10kg, których nie mogłem wtedy udźwignąć. Zacząłem jednak "treningi". I pewnie ćwiczyłbym tak do dnia dzisiejszego, gdyby nie skolioza, która zaczęła się jakoś "dziwnie" powiększać podczas mojej przygody z hantlami. Tak się złożyło, że trafiłem na świetnego specjalistę, który oprócz ćwiczeń na kręgosłup, kazał mi dalej ćwiczyć w domu, jednak bez hantli. To wtedy pierwszy raz zetknąłem się z pojęciem treningu z obciążeniem własnego ciała. Udało mu się przekonać mnie do takiej formy aktywności i co ciekawe, odkryłem, że nie ustępuje ona mojego dotychczasowego treningowi z hantlami. Ba, mogę powiedzieć, że jest lepsza. Zdrowsza. Bezpieczniejsza. Ale o tym kiedy indziej, to za długi temat na pierwszy post. Zresztą już się za bardzo rozpisałem.
Zakładałem, że napiszę pierwszą notatkę w formie krótkiego wprowadzenia do tematyki tego bloga, ale chyba trochę zboczyłem z drogi, hehe. Wiecie już jednak, o czym mniej więcej będzie traktował ten blog.
Zapisy moich treningów, dokładne opisy ćwiczeń możliwych do wykonywania bez sprzętu przez każdego z was, moje teorie na temat treningu, ciekawostki i być może, od czasu do czasu notatki z życia osobistego - to wszystko ma zawierać ten blog. Jest to moja pierwsza taka inicjatywa, więc pewnie popełnię dużo błędów w blogowaniu, jednak mam nadzieję, że mi je wskażecie i podpowiecie, na co zwrócić uwagę. I to by było na tyle, mianem wstępu. Zapraszam do czytania moich kolejnych wpisów. Te, już niedługo :)
Ale od początku:
Mam na imię Paweł, jestem zwykłym 17-latkiem, jakich wielu dookoła. Tak jak oni chodzę do szkoły, ćwiczę, spotykam się z ludźmi itd. Jedyne co mnie może wyróżniać to to, że chcę nadać temu formę bloga, głównie skupionego na treningach, lecz także zawierającego teksty o życiu codziennym, przemyśleniach. Chcę się dzielić wiedzą, jaką mam i liczę również na naukę czegoś nowego od czytelników tego bloga. Wiem, może wam się wydawać, że taki nastolatek pewnie gówno wie i to strata czasu, jednak mam nadzieję, że przekonam was do tego, że tak nie jest...
Nigdy nie uprawiałem żadnej dyscypliny sportu zawodowo/w klubie, pod okiem trenera. Głównie z tego powodu w wieku czternastu lat zrodziła się we mnie nieodparta chęć znalezienia sobie czegoś, w czym będę dobry, jakiegoś sportu, który stanie się moim hobby, rodzajem pasji. Na moje (nie)szczęście było już za późno na zaczęcie trenowania w jakichś klubach sportowych, więc szukałem na swoją rękę. Chciałem się rozwijać, dużo czytałem, aż w końcu zająłem się kulturystyką. Oczywiście w karykaturalnej wersji tego sportu... Namówiłem mamę na kupno dwóch hantli po 10kg, których nie mogłem wtedy udźwignąć. Zacząłem jednak "treningi". I pewnie ćwiczyłbym tak do dnia dzisiejszego, gdyby nie skolioza, która zaczęła się jakoś "dziwnie" powiększać podczas mojej przygody z hantlami. Tak się złożyło, że trafiłem na świetnego specjalistę, który oprócz ćwiczeń na kręgosłup, kazał mi dalej ćwiczyć w domu, jednak bez hantli. To wtedy pierwszy raz zetknąłem się z pojęciem treningu z obciążeniem własnego ciała. Udało mu się przekonać mnie do takiej formy aktywności i co ciekawe, odkryłem, że nie ustępuje ona mojego dotychczasowego treningowi z hantlami. Ba, mogę powiedzieć, że jest lepsza. Zdrowsza. Bezpieczniejsza. Ale o tym kiedy indziej, to za długi temat na pierwszy post. Zresztą już się za bardzo rozpisałem.
Zakładałem, że napiszę pierwszą notatkę w formie krótkiego wprowadzenia do tematyki tego bloga, ale chyba trochę zboczyłem z drogi, hehe. Wiecie już jednak, o czym mniej więcej będzie traktował ten blog.
Zapisy moich treningów, dokładne opisy ćwiczeń możliwych do wykonywania bez sprzętu przez każdego z was, moje teorie na temat treningu, ciekawostki i być może, od czasu do czasu notatki z życia osobistego - to wszystko ma zawierać ten blog. Jest to moja pierwsza taka inicjatywa, więc pewnie popełnię dużo błędów w blogowaniu, jednak mam nadzieję, że mi je wskażecie i podpowiecie, na co zwrócić uwagę. I to by było na tyle, mianem wstępu. Zapraszam do czytania moich kolejnych wpisów. Te, już niedługo :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)