środa, 9 marca 2011

Brak czasu.

Ostatnio niestety mam mało czasu na treningi i rozpisywanie się na blogu, więc dziś będzie skrótowo.

Niedziela - odpoczynek.

W poniedziałek plan był taki, że poćwiczę na drążku i poręczach na WF-ie, jednak nauczyciel miał inny pomysł i całą godzinę ćwiczyliśmy podania (koszykówka). Udało mi się tylko chwilę zostać po lekcji i skonfrontować swoje siły z jednym z WFistów, tak przy okazji, to niezły byk z niego. Sprowokował mnie do rywalizacji w podciąganiu, a że myślałem, że się nie zbłaźnię to przyjąłem wyzwanie. Niestety moje 16 podciągnięć (co prawda technicznie lepszych od jego, ale to nic nie zmienia) było katastrofą - wyszedłem na przechwalającego się amatora. Bezproblemowo mnie pokonał i ... zmotywował do ćwiczeń.
Nowy cel : 
zrobić 40 podciągnięć nachwytem, bez bujania, do wyprostu rąk.
czas - 3 miesiące
Już widzę nawet zarys mojego treningu - zrezygnuję z ćwiczenia intuicyjnego, a zacznę przemyślany trening stosować trening z progresją, tak by w każdy dzień treningu robić coraz więcej powtórzeń.

Wtorek - bardzo krótkie ćwiczenia, bez rozgrzewki - parę serii pompek, brzuszki, przysiady, ot takie 20 minut ruchu od biedy. Zawsze lepiej niż cały dzień na dupie.

Środa - załamka.
Już więcej nauki i innych zajęć to nie mogę chyba mieć. Na trening nie mam czasu. Szkoła mnie wykończy, a ja tego nie chcę, staram się być dobry ze wszystkiego, zamiast skupić się na tym, co lubię i szlifować swoje zdolności w tych dziedzinach. W tym leży mój problem z czasem, od tego się wszystko zaczyna i tu potrzebuję zmiany. Jednak nie wiem jak ją wprowadzić. Ja po prostu wiem, że pewne rzeczy, które wbijam sobie do głowy przed sprawdzianami nie zostaną przeze mnie nigdy wykorzystane, to jest sztuka dla sztuki, nauka dla samej nauki, z której nic nie wynika. Nie mówię, że wszystkie przedmioty w szkole są bez sensu, wręcz przeciwnie, wielu dają ogrom możliwości, wybór itd., ale przy okazji zabijają pasje, indywidualne zainteresowania, bardzo ciężko jest to wszystko pogodzić ze sobą i w moim przypadku chyba nadszedł ten punkt krytyczny, w którym już widzę, w jakim kierunku się będę rozwijać, co mi jest potrzebne, a co nie. Jednak nawet uświadomienie sobie tego nie pomaga mi w odpuszczeniu sobie pewnych rzeczy... Uczę się, żeby nie zawieść innych - nauczycieli, mamy, żeby koledzy myśleli że jestem super mądry. Ale po co? Jakim kosztem? Czy to ma sens? Przecież to stoi w sprzeczności nawet ze mną samym. Mam tego po dziurki w nosie. Będę pracować nad zmianą, nad sobą, swoim konformizmem, chęcią przypodobania się innym, bo to jest jedna z wad, która nie pozwala mi rozwinąć skrzydeł.

Dobrej nocy wszystkim.

sobota, 5 marca 2011

40 minut świetnego treningu.

40 minut - właśnie tyle trwał mój dzisiejszy trening. Nie spędzam wielu godzin na ćwiczeniach, nie uważam wcale, że im dłużej trwa trening tym lepiej. Najważniejsza jest intensywność, technika i dobrze dobrane ćwiczenia!

1. Intensywność
To liczy się dla mnie najbardziej. Nie warto zarzucać sobie sesji treningowej wieloma ćwiczeniami, z których każde pobudza tylko małą część naszego ciała. Nie warto też ćwiczyć na raty w stylu: "Ćwiczę 10 minut, pogadam 10 minut z kumplem, ćwiczę 15 minut, wejdę na neta sprawdzić wiadomości - 10 minut itd.". To jest po prostu nieefektywne. Mięśnie powinny być pobudzone jak najdłużej podczas ćwiczeń, cały czas rozgrzane, gotowe do wysiłku. Dlatego, gdy już się skupimy, jesteśmy zdeterminowani i przeznaczyliśmy na nasz trening godzinę, podczas której nikt nam nie będzie przeszkadzać, warto wykorzystać ten zapał na odpowiednie ćwiczenia. Odpowiednie, znaczy w moich myślach - dające największe rezultaty. Idąc dalej tym tropem - ćwiczenia złożone, o których była mowa we wczorajszej notce.
*Co do przerw między ćwiczeniami: one nie służą temu, żebyś miał czas oglądać się w lustrze czy pisać smsy ale są chwilą na złapanie oddechu i przygotowanie się do następnego ćwiczenia!

2. Technika
To przez nią lub raczej przez jej brak spadają na nas kontuzje, często brzmiące jak wyroki dla osób aktywnych fizycznie. Ale można się przed tym uchronić dbając o odpowiednią rozgrzewkę przed treningiem i starannie wykonując każdy ruch. Wyczucie mięśnia jest ogromnie ważne przy ćwiczeniach z obciążeniem własnego ciała (przy ćwiczeniach z ciężarami oczywiście też - nikt nie chce żeby mu spadło 100kg na klatę ;p), dlatego osobiście staram się wymuszać jak najdokładniejsze ruchy, czyli ruchy bardzo, bardzo powolne. Dzięki temu mam całkowitą kontrolę nad ruchem: nie "odbijam" ze stawów zapominając o napinaniu mięśni, a w zamian za to dokładnie czuję każdy centymetr postępu, to ja rządzę wykonywanym ćwiczeniem, a nie ono mną! Ponadto długie napięcie mięśnia znacznie przyspiesza wzrost siły statycznej, która odgrywa kluczową rolę w wielu dyscyplinach sportu. Oczywiście, nie każdy mój trening jest ślamazarny i tak dokładny, zdarzają się bardziej dynamiczne, jednak ta omówiona przeze mnie wyżej metoda działa na mnie najefektywniej. A o to tu przecież chodzi!

3. Dobrze dobrane ćwiczenia
Tutaj wszystko zależy od celu twojego treningu. Ja pragnę głównie poprawić sylwetkę i zwiększyć siłę, więc wykonuję ćwiczenia złożone z obciążeniem własnego ciała. Z pewnością nie polecę ich sprinterowi czy lekkoatlecie, bo to nie ta dyscyplina. I o to właśnie cała afera - aby ćwiczenia dobrze dobrać, zgodnie z twoimi możliwościami, zgodnie z kierunkiem rozwoju. Jednak to możesz zrobić tylko ty sam i ja w tym ci za bardzo nie pomogę! Mogę jedynie być przykładem osoby trenującej w domu bez ciężarów :)

A wracając do dzisiejszego treningu, uważam że udało mi się zawrzeć w nim te 3 wyżej wymienione punkty. I wyszło to nawet całkiem zgrabnie, szczerze mówiąc to był mój najlepszy trening od wielu miesięcy (albo i więcej...)

Oto on:
1. Podciąganie nachwytem i podchwytem - 4 x 6powt.
2. Pistolety (przysiady na jednej nodze) - 4 x 6powt. / jedna noga 
3. Pompki zwykłe - 4 x 8powt.
4. Pompki na poręczach (za poręcze służą mi oparcia krzeseł) - 4 x 6powt.

+ na koniec, po tych ćwiczeniach -> ABS 2 - 6poziom 

Powiecie, że mało.. A ja powiem, że bardzo dużo. Każde powtórzenie każdego z tych ćwiczeń trwało 6-8 sekund. W tym czasie mięśnie pozostają napięte, ciągle podnoszą mój ciężar, czuję każdy z nich pracujący, aby cała konstrukcja ciała się nie zawaliła (tu: nie runęła z hukiem na podłogę ;) ). Już po jednej serii czuć intensywność tych ćwiczeń, ktoś kto nigdy nie próbował celowego spowalniania ruchu będzie zaskoczony. Polecam, Paweł.

piątek, 4 marca 2011

Mój zestaw ćwiczeń

Tak, jak wspominałem dzisiaj napiszę trochę o ćwiczeniach, na których się opieram. Lwią część każdego mojego treningu stanowią ćwiczenia złożone. Są to ćwiczenia angażujące więcej niż jeden staw, pozwalające na jednoczesną pracę wielu grupom mięśni (ich przeciwieństwem są ćwiczenia izolowane, podczas których izoluje się ruch, ograniczając do jednego stawu i wąskiej grupy mięśni). Według mnie i wielu sympatyków kulturystyki ćwiczenia złożone są najważniejszymi z ćwiczeń, a im bardziej "złożone" są, tym lepsze wyniki ćwiczeń. Dzieje się tak, gdyż podczas ćwiczeń wielostawowych uwalnia się więcej hormonów anabolicznych niż podczas prostych izolowanych ruchów nieangażujących całego ciała. Wręcz intuicyjnie można stwierdzić, że im więcej mięśni pracuje, tym większą pracę musi włożyć ciało zarówno podczas samego treningu jak i po nim, gdy odbudowuje zniszczone włókna mięśniowe. To właśnie znacznie większa reakcja anaboliczna organizmu wywoływana ćwiczeniami złożonymi powoduje ich skuteczniejsze działanie na cały układ mięśniowy. Już wiecie, że pierwszym powodem, dla którego preferuję ćwiczenia wielostawowe to wiara w ich wyższą efektywność, natomiast drugim powodem dla którego wykonuję bardzo mało ćwiczeń izolowanych jest zwyczajnie niemożliwość ich wykonywania. W treningu z obciążeniem własnego ciała nie umiem sobie wyobrazić jakoś ćwiczeń jednostawowych na sam biceps czy barki czy coś tam jeszcze. Po prostu za każdym razem ciało stanowi jedność i aby wykonać jeden ruch potrzebny jest udział wielu mięśni. Za chwilę zobaczycie, jak to wygląda w praktyce.

Mój dzisiejszy trening składał się z trzech głównych ćwiczeń w różnych odmianach:
1. Przysiady:
2serie x ok.20 zwykłych;
1seria x 10(na jedna nogę i 10 na drugą) przysiadów na jednej nodze z siadaniem na krzesło przy schodzeniu w dół;
3serie x 6 pistoletów/na każdą nogę - czyli pełnych przysiadów na jednej nodze)

2. Ćwiczenia na drążku:
2x10 podciągań nachwytem;
2x6 podciągnięcie do góry i przesuwanie się w poziomie, na stałej wysokości, tak żeby oczy były ciągle na wysokości drążka, jedno przesunięcie w lewo, potem w prawo i opuszczenie - mam nadzieję, że kumacie jak to wygląda;
1x10 podciągnięcie do góry i prostowanie rąk - tak jakby pompka z pionie, z rękoma trzymającymi drążek ;)
1x2 podciągnie na jednej ręce, druga ręką trzyma drugą za nadgarstek

3. Pompki
3x12 zwykłe pompki w dosyć wąskim rozstawie rąk - tempo wolne
3x8 pompki na jednej ręce na krześle - ręka, którą pompuję opiera się o siedzisko krzesła, nogi na podłodze, schodzę jak najniżej, lekki rozkrok, aby utrzymać równowagę

+ na koniec jeszcze wykonałem trening brzucha - poziom 6 ABS 2 - info o tym treningu znajdziecie np. tu http://www.miesniebrzucha.pl/miesnie-brzucha-cwiczenia/abs-2-dla-zaawansowanych .
Mimo że mięśnie brzucha pracują przy prawie wszystkich ćwiczeniach złożonych, to wykonuję oddzielne ćwiczenia na nie, gdyż podobnie jak np. łydki potrzebują stosunkowo większego obciążenia, aby je poruszyć do wzrostu.

Nie przerażajcie się tą wypiską, wiem że jest skomplikowana, jednak nie wiedziałem jak nazwać ćwiczenia, które wykonuję. Mam nadzieję, że z czasem to się jakoś uprości ( mam w myślach nagranie filmiku z tymi nietypowymi ćwiczeniami). Na razie pozostaje Wam bujna wyobraźnia ;)

Co do samych ćwiczeń, to mogą wydawać się trochę dziwne, chaotyczne, jednak nie mówiłem jeszcze, że mam w planach wykonanie postępu w trzech następujących ćwiczeniach:
1. Pompki na jednej ręce - dziś zrobię 2-3 na prawej, z dużym wysiłkiem, 1 na lewej. Za 2 miesiące chcę robić 8 powtórzeń.
2. Pistolety (przysiady na jednej nodze) - dzisiaj zrobię ok. 10 chwiejących się powtórzeń w wersji z drugą nogą wyprostowaną z przodu. Za 2 miesiące chcę wykonywać ponad 20 powtórzeń tego ćwiczenia, ale przy dobrej technice! bez chwiania i robienia przerw na łapanie równowagi.
3. Podciąganie jednorącz - "na dzień dzisiejszy" nie wykonam ani jednego podciągnięcia, więc moim celem jest po prostu wykonanie chociaż 1go, tak na dobry początek, czas - 2miesiące.

Tak więc, myślę że taki dobór ćwiczeń Was już nie dziwi. Na dodatek te 3 ćwiczenia zapewniają mi pracę niemal wszystkich grup mięśniowych:
pompki - głównie klatka, ramiona, barki;
przysiady - m. ud, odcinek lędźwiowy m. prostowników grzbietu;
przy ćwiczeniach na drążku pracowały głównie ramiona, barki, m.najszersze grzbietu, m.czworoboczne (góra pleców), przedramiona.

Mam nadzieję, że nie zrazi Was nieczytelność dzisiejszej - pierwszej - wypiski treningowej. Zapewniam Was, że to uproszczę :)
Na dziś kończymy. Życzę dobrej nocy wszystkim czytelnikom :)

środa, 2 marca 2011

Wyznacz sobie cel!


Wyznaczanie sobie celów jest ogromnie ważnym zadaniem, nie tylko, gdy trenujesz fizycznie, ale ogólnie, podczas całego życia. Cele pomagają nam się skupić na drodze do ich osiągnięcia, a zarazem pozwalają nam namacalnie sprawdzić w jakim stopniu je wypełniamy. Mimo że odkąd pamiętam, stawiałem sobie różne cele, nigdy nie jest za późno na doedukowanie się w tej umiejętności. Wczoraj czytając książkę "Kwadrant przepływu pieniędzy" R.Kiyosakiego (jak już wspominałem - cele warto sobie stawiać w różnych dziedzinach - np. finansach) zauważyłem, że na wyznaczenie celu i osiągnięcie go składają się trzy główne czynności: BYĆ -> ROBIĆ -> MIEĆ.

Cele mają charakter "mieć" - "Chcę mieć mniejszą oponkę na brzuchu" , "Chcę mieć 5kg więcej do końca roku" itd. Wielu ludzi zaczyna realizowanie swojego celu poprzez czynność - poprzez robienie jakichś rzeczy, które mają je do tego celu przybliżyć. Naturalnie zrozumiałe, co nie? No a jednak jest tu pewien haczyk. Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego niektórym wszystko przychodzi z łatwością, a inni zabierają się do nawet najmniejszych problemów jak pies do jeża? Według Kiyosakiego wszystko tkwi w postawie: część ludzi zwyczajnie robi pewne rzeczy, aby osiągnąć coś innego, jednak jest to rozwiązanie, które częstokroć nie daje takich dobrych efektów jak postawa być, potem robić i dzięki temu mieć. Spora część osób, którzy tylko robią szybko się zniechęca, gdyż przestaje widzieć sens swoich działań. Aby zapobiec takiemu rozwojowi wypadków niezbędna jest zmiana nastawienia. Niezbędna jest zmiana swojego "bycia". Musisz zmienić swoje poglądy, przekonania, aby wszystko co robisz miało w twoich oczach jakiś głębszy sens, a nie tylko etykietkę przymusowej pracy. Używający podejścia, w którym następuje najpierw zmiana przekonań,poglądów, a dopiero potem robienie czegoś, co wynika z tej zmiany, ma o wiele większe szanse na dojście do swych celów niż osoba, która działa w sprzeczności ze swoimi zapatrywaniami. Tak więc jednym ze sposobów na dojście do celu jest zmiana naszego postrzegania sprawy, konwersja naszych poglądów na jej temat (być) i dopiero potem wykonywanie czynności (robić), które nas do tego celu (mieć) przybliżą.

Kolejną ważną sprawą przy wyznaczaniu sobie celu jest jego jednoznaczność. Nie wyznaczaj sobie do osiągnięcia "fajnej sylwetki", lecz "5kg masy więcej przez 2 miesiące i kaloryfer na brzuchu" - to tak dla przykładu. Łatwiej jest ocenić nasze postępy, gdy mamy jasny, klarowny układ odniesienia, do którego będziemy porównywać nasze osiągnięcia. To chyba jasne. Prościej przecież ocenić ile kilogramów schudliśmy (potrzebujemy jedynie wagi) niż czy osiągnęliśmy dobrą sylwetkę (na dodatek apetyt rośnie w miarę jedzenia ;) )

Skoro już napisałem trochę o definicjach i innych pierdołach, przejdę do moich celów, które sobie postawiłem. Aaaa, zapomniałbym: warto też ograniczać sobie zakres czasowy na wykonanie czegoś. Podpowiem od siebie, że nie powinny być to za długie terminy, gdyż im więcej czasu mamy na zrobienie jakiegoś zadania, tym później się za nie zabieramy i zajmuje nam więcej czasu (to wiem z autopsji ;) )

Moje cele treningowe na marzec:
1. Ćwiczenia 4x w tygodniu - to będzie trening, który ma mnie wprowadzić w rytm regularnych ćwiczeń.
2. Trzymanie zdrowej diety ( no może z wyjątkiem tłustego czwartku). Mówiąc zdrowej mam na myśli ubogiej w tłuszcze, całkowity zakaz na junk food, oparcie swojej diety na produktach bogatych w węglowodany i w białka: ryże, kasze, jaja, mięso, płatki owsiane, makarony i zwiększenie udziału owoców. Chcę jeść zdrowo, ale intuicyjnie, bilans kaloryczny lekko dodatni, trzymany "na oko".
3. Zapisywanie moich zmagań w tym blogu :)

Moje cele do zrealizowania przez następne 3miesiące: (oprócz tego, co powyżej)
1. + 3-4kg masy mięśniowej, przy utrzymaniu podobnego poziomu tłuszczu (ocena poziomu tłuszcze będzie zapewne polegała na porównaniu wyglądu dziś i za 3 miesiące ocenie "na oko")

To chyba wszystko na dziś. Do następnej notki.

W następnym wypisie:
- pierwsze notatki z odbytych treningów
- opis treningu

sobota, 26 lutego 2011

Warunki dobrego treningu

Do tej pory było dużo o przeszłości, a mało o samym treningu. Niedługo to zmienimy, hehe. Dzisiaj chciałem wam przedstawić coś, co nazwałem Warunkami dobrego treningu :)
Najpierw zacznijmy od wytłumaczenia różnicy pomiędzy słowem trening a ćwiczenia, bo to jest kluczowa kwestia.  
Trening to dla mnie wszystkie elementy, które składają się na rozwój fizyczny (bądź każdy inny; mówi się także o treningu duchowym, trening silnej woli itd. a ja będę mówić o treningu fizycznym).
Natomiast ćwiczenia są według mnie tylko zbiorem uprawianych aktywności fizycznych. Czyli, jak pewnie już widzicie, ćwiczenia są jedynie elementem treningu. Zaznaczam, że takie definiowanie tych pojęć to tylko mój pomysł, nie wiem czy ktoś myśli podobnie czy też może taka definicja funkcjonuje w oficjalnych słownikach, ale przyjmijmy, że na tym blogu będę się nimi posługiwał.

Spotkałem się z tym, że wiele osób uważa ćwiczenia za równoważne z treningiem, uważając że cały trening polega jedynie na machaniu sztangą czy szaleńczych biegach co kilka dni. Przyznam, że sam tak kiedyś myślałem. Na moją obronę powiem tylko, że to było dawno temu i nieprawda, hehe. Im dłużej trenowałem, tym większe znaczenie innych elementów dostrzegałem. Zauważyłem, że trafnie dobrane i poprawnie wykonywane ćwiczenia są zaledwie jednym z czynników warunkujących dobry trening. Chronologicznie patrząc na moje treningi to było tak: na początku ćwiczyłem ile wlezie, bez diet, bez odpoczynku, sądziłem że uparcie powtarzany komplet nudnych ruchów w tę i we w tę przyniesie mi boską sylwetkę tych gości z reklam na sportowych forach. Niestety, tak się nie mogło stać :) Więc czytałem więcej, dowiadywałem się, co jest nie tak i wtedy przyszła złota myśl! Dieta! Tak, dieta rozwiąże wszystkie moje problemy. Co prawda, nie odżywiałem się źle, ale wiele rzeczy można było zmienić. Więc zmieniłem. A przynajmniej się starałem. Od tamtej pory elementami mojego treningu były ćwiczenia i dieta. Średnie, mierne, ale przynosiły efekty. Oczywiście do czasu. Do czasu, kiedy dowiedziałem się, że równie ważna jak intensywny trening jest intensywna regeneracja. Może takie połączenie słów wydaje się dziwne, ale myślę, że dobrze przedstawia o co chodzi. I ćwiczyłem tak, zadowolony z siebie, że posiadłem tajemną wiedzę i sukces jest w zasięgu ręki. Jak się pewnie domyślacie pomyliłem się. I co gorsza nie wiedziałem, co było tym brakującym ogniwem w moim treningu. I długo się nie mogłem domyślić. Tak gdzieś przez 1.5 roku, podczas których ćwiczyłem w kratkę, bez ładu i składu. Na szczęście dziś już wiem! Brakowało mi odpowiedniego nastawienia psychicznego! Motywacji, chęci, planowania. To właśnie ten element mnie zawiódł i mimo że wszystkie inne działały w miarę dobrze, to ten jeden źle funkcjonujący czynnik zaburzył cały łańcuch powiązań.
Bogaty w te doświadczenia z przeszłości, staram się teraz przestrzegać wszystkich warunków dobrego treningu. 
Teraz podsumujmy wszystkie powyższe założenia.

Warunki dobrego treningu: 

1. Odpowiednie ćwiczenia
Oczywiście, dla każdego "odpowiednie może znaczyć coś innego". Wszystko zależy od celu, jaki trenujący sobie wyznacza. Dla chcącego schudnąć odpowiednie mogą się okazać ćwiczenia aerobowe powodujące szybkie spalanie tkanki tłuszczowej. Dla osoby pragnącej zwiększyć swoją siłę, odpowiednim zestawem ćwiczeń mogą okazać się sesje złożone z ćwiczeń na bardzo dużych ciężarach z progresją (czyli zwiększaniem ciężaru/powtórzeń co jakiś okres czasu np.). Dla piłkarza odpowiednimi ćwiczeniami będą te na boisku, ćwiczenia techniki, wytrzymałościowe, sprinterskie urozmaicone meczami. Widzicie o co mi chodzi. Dla mnie odpowiednie ćwiczenia oznaczają urozmaiconą aktywność fizyczną skupiającą się na wielu aspektach sprawności. Zaliczę do nich: trening z obciążeniem własnego ciała, jazdę na rowerze, biegi i może jeszcze parę innych rzeczy. Ale to wyjdzie w praniu, hehe.

2. Dieta dostosowana do potrzeb i celów
"Jesteś tym, co jesz". Ta fraza ma w sobie wiele prawdy. Nasze organizmy składają się z tego, co my sami im dostarczamy. Jeśli jesz śmieci - będziesz miał zaśmiecony organizm, trochę uproszczony schemat, ale jak się okazuje często prawdziwy. Jeśli chcesz budować mięśnie, piękną masę mięśniową musisz dostarczyć swojemu ciału dobrą żywność, bogatą w składniki odżywcze. Bez tego uzyskanie znacznych efektów jest po prostu niemożliwe. I nawet mimo to, że jestem szczupłym ektomorfikiem, nie reagującym szybkim wzrostem tkanki tłuszczowej w przypadku "junk food'u" to zauważam różnice w jakości tkanki w różnych okresach mojego treningu. Podczas gdy trzymałem dosyć zdrową dietę, moje ciało było pokryte naprawdę niewielką ilością tłuszczu, gdy zacząłem mniej uważać na to, co jem, zdołałem dostrzec coraz mniej podobającą mi się warstwę tłuszczyku. Oczywiście nie nakłaniam do tego, żeby jeść mało, bo oczywiście wygląd "suchara" też nie jest imponujący, ale zachęcam do zdrowej, zrównoważonej diety, bogatej w elementy odżywcze. To na pewno pozwoli i znacznie ułatwi budowę wymarzonego ciała.

3. Regeneracja
Wiele osób popełnia podobny błąd na początku swych treningów. Ja również go popełniłem, nie jestem wszechwiedzący, ale być może ten wpis pomoże osobom zaczynającym swoją przygodę z treningiem fizycznym zwrócić uwagę na ten problem. Jest nim brak regeneracji. Jak wiadomo mięśnie rosną, nie wtedy, gdy ćwiczymy, ale gdy odpoczywamy. Oczywiście ćwiczenia są impulsem do wzrostu, ale częste, intensywne, codzienne, przeplatane innymi aktywnościami, szkołą/pracą nie pozwalają na optymalny rozwój. A odpoczynek... No cóż, na odpoczynek czasu zazwyczaj brakuje. I żeby nie wyglądać na świętego i przemądrzającego się, powiem wam, że też mam problem z regeneracją. Ciągle brakuje czasu, na to żeby się wyciszyć, porozciągać, spać dzisiaj godzinę dłużej czy pomedytować. Nie będę się zagłębiać w tym, co może być regeneracją dla różnych osób. Każdy ma swój sposób na odpoczynek i myślę, że zna go najlepiej. Ważne, żeby pozwolił sobie na odrobinę luzu i odpoczynek dla siebie - swojego zmęczonego ciała.

4. Nastawienie psychiczne
Umieściłem je jako ostatni warunek, ale to wcale nie oznacza, że jest najmniej ważne. Wręcz przeciwnie. Bez niego nic nie działa odpowiednio. Zarówno nasza sfera fizyczna jak i psychiczna. Myślę, że każdy w pewnym momencie odczuwa negatywne emocje, myśli sobie: "Kurde, po co ja się tak męczę, może włączę sobie kompa i posiedzę na ...." , "Tracę tyle życia przez te moje ćwiczenia, ile ja mógłbym innych rzeczy przez ten czas zrobić. Olać ćwiczenia." ... Mi też się to zdarzyło. Najgorsze jednak jest nie to, że doświadczasz takich myśli, ale to, że nie możesz ich pokonać. Mi pomogło skupienie się na celach, na tym do czego dążę. Przeanalizowałem swój tryb życia i doszedłem do wniosku, że zdrowie jest dla mnie bardzo ważne, liczy się dla mnie rozwój mego ciała, sylwetki, siły, sprawności. Liczy się bardziej niż godziny przesiedziane przed komputerem. Zdecydowałem więc, że muszę zrobić coś, aby zrealizować te ważniejsze cele, czyli ograniczać czas spędzany przed monitorem, a przeznaczać go na treningi. Tak oto udało mi się przełamać impas ustanowiony przez moją psychikę. Polecam każdemu, kto ma problem z nastawieniem, chęcią do treningu, aby wyznaczył sobie najważniejsze cele i na nich się skupił, na tym, co pomoże mu je osiągnąć. Wtedy zauważy, że wszystko jest prostsze niż się wydaje.
Chcę jednak zwrócić uwagę na pewną, ważną kwestię. Mianowicie przetrenowanie. Często przetrenowanie daje o sobie znać najpierw właśnie w postaci niechęci do ćwiczeń! Ważne jest, aby poznać swoje ciało i swoją psychikę na tyle dobrze, aby trafnie ocenić, czy moje "antytreningowe" nastawienie wynika z przetrenowania czy może z lenistwa. Jest to bardzo ważna sprawa, ponieważ osoba przetrenowana nie doprowadzi do niczego dobrego zmuszając się do kontynuowania ćwiczeń. Pamiętajcie o tym!

Mianem zakończenia jeszcze raz wypiszę warunki dobrego treningu. Nie zapominajcie, że to tylko mój pogląd i nie jestem nieomylny, więc nie bierzcie mnie za wyrocznię, a jedynie za "wujka dobrą radę", który chce zwrócić uwagę na kilka ważnych elementów treningu!

1. Odpowiedni trening
2. Dieta dostosowana do potrzeb i celów
3. Regeneracja
4. Nastawienie psychiczne

Czy zgadzacie się z tymi warunkami? Może dla was liczą się jeszcze inne elementy. Piszcie o tym w komentarzach.

środa, 23 lutego 2011

Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość

Większą część mojej przeszłości "treningowej" poznaliście już w pierwszej notatce, ale postaram się ją opisać trochę dokładniej - podzielić na okresy i metody treningowe. A więc zaczynamy.

1 etap (przeszłość):
Początek moich treningów. Złapałem zajawkę na ćwiczenia mając 14 lat, jakoś na początku 2008 roku. Już wspominałem o dwóch dziesięciokilogramowych hantlach gwałtownie przyciągających mnie do ziemi, gdy tylko wziąłem je do dłoni. Na szczęście ciężar był regulowany, jak to w większości takich wynalazków i zacząłem treningi od obciążenia 2x5kg. Wiem, wiem, brzmi to komicznie, jednak każdy od czegoś zaczyna. Miałem to szczęście, że przed rozpoczęciem ćwiczeń przez około miesiąc studiowałem fora i artykuły na temat treningów w domu, urządzenia sobie mini-siłowni i takie tam... Nie pamiętam już jak do tego doszło, ale zacząłem ćwiczyć metodą FBW (Full Body Workout) polegającą na wykonywaniu ćwiczeń na partie mięśniowe całego ciała na każdym treningu, w przeciwieństwie do bardzo popularnego splitu, który nakazuje rozdzielenie i pogrupowanie partii mięśniowych, tak by ćwiczyć każdą partię 1-2 razy w tygodniu. Ćwiczenia szły całkiem dobrze, jak na początek, co było spowodowane zapewne w dużym stopniu moją ogromną motywacją. Miałem przed oczami swoją sylwetkę wielką i silną, oczywiście myślałem, że to jest bardzo proste do osiągnięcia, więc ćwiczyłem i... widziałem efekty! Naprawdę, rzekłbym że efekty poczynione w tym okresie były godne pozazdroszczenia. Z chudego chłopczyka, z ramionami szerokości bioder, powoli stawałem się zarysem mężczyzny, umięśnionego, w kształcie V. Oczywiście przyczynił się również do tego szok mięśniowy, jaki przeżył mój organizm, gdy gwałtownie zacząłem ćwiczyć. Poprzez taką zmianę, zwyczajnie zacząłem rosnąć. Szybko rosnąć. Z mojej pamięci wymazały się już liczby określające moją wagę, ale wydaje mi się, że przytyłem około 10 kg w ciągu może 6-7 miesięcy. 10 kg, w większości mieśni.

Przykładowy trening z 1 etapu:
1.Wyciskanie na ławce prostej (stworzonej z dwóch taboretów i krzesła)
2.Przysiady z hantlami z łapach
3.Podciąganie na drążku podchwyt/nachwyt
4.Wyciskanie na barki
5.Wiosłowanie hantlą
6.jakieś brzuszki
7.Wspięcia na łydki

Tak to mniej więcej wyglądało. Oczywiście nie dam głowy uciąć, że nie wykonywałem innych ćwiczeń lub że wykonywałem zawsze te siedem tutaj wymienionych. Potraktujcie to jako zarys moich pierwszych treningów. Taki zwyczajny FBW. O diecie nie miałem wówczas pojęcia (zresztą do dziś nie ogarnąłem wiedzy potrzebnej do stworzenia sobie jakiejś zdrowej diety, ale o tym później), więc jadłem co popadnie, byle dużo. Jak większość rozpoczynających ćwiczenia zależało mi na masie. Tej mięśniowej. Przybyło jej dużo, ale coraz liczniejsze towarzystwo tkanki tłuszczowej i wód podskórnych zapewne mnie nie zachwycało ;)
Taki trening prowadziłem przez około 8-9 miesięcy, nie pamiętam już dokładnie. Były to treningi regularne, jednak jak się później okazało miały również swoje minusy. Oprócz okresowych bóli stawów czy mięśni spowodowanych niewystarczającą rozgrzewką lub złą techniką doszedł bardziej poważny problem. Otóż przez te kilka miesięcy znacznie pogłębiłem swoją skoliozę, której do tamtej pory nie leczyłem, jednak za namową lekarza zacząłem. Ćwiczyłem na zajęciach rehabilitacyjnych i w domu. Nie tylko mięśnie pleców (prostowniki i antagonistyczne mięśnie brzucha, jak to na takich "rehabilitacjach"), ale też, za namową lekarza, resztę ciała. Cały szkopuł tkwił w tym, że miałem zacząć ćwiczyć bez hantli, a jedynie z obciążeniem własnego ciała, co miało wymusić zmianę mojej techniki na prawidłową i wzmacnianie mięśni bez pogłębiania skrzywienia kręgosłupa. Jak się później okazało zmieniło to mój cały dotychczasowy pogląd na treningi. Dziś uważam, że zmieniło go na lepsze. Tak właśnie zaczynał się 2 etap...

2 etap (przeszłość):
Hmm. To będzie jakoś od końca roku 2008 do połowy 2009. Tak myślę. Mój ortopeda, który nawiasem mówiąc wyglądał na bardzo wysportowanego - stąd moje zaufanie do tego, co mi przekazywał, polecił mi system treningowy Proteo, opracowany przez niejakiego Oliviera Lafay'a, jeśli mnie pamięć nie myli, co okazało się dla mnie strzałem w dzisiątkę. Mój trening zmienił się może nie całkowicie, ale z pewnością w dużym stopniu. Nadal był oparty na ćwiczeniach skupionych na dużych grupach mięśniowych, ale już nie było w nim śladu sztucznego obciążenia. Wystarczył drążek (taki rozporowy, rozkręcany, przymocowywany do futryny, za 20zł), krzesła, ewentualnie taborety i ciężar ciała, aby wykonać trening, po którym czułem się jak nowo narodzony. Każdy mięsień żył własnym życiem,a razem tworzyły ciało, które stawało się coraz zdrowsze i silniejsze.
Ta metoda treningowa opierała się na stałej progresji, włączając w to zmieniającą liczbę powtórzeń, serii ćwiczeń jak również wykonywanie coraz bardziej skomplikowanych ćwiczeń w miarę rosnącego doświadczenia.

Mój trening z 2 etapu wyglądał mniej więcej tak:
1. Pompki na poręczach ( tu za poręcze służyły mi krzesła i ich oparcia)
2. różne wariacje wokół pompek (pompki z głową wyżej od nóg, z głową niżej, na krzesłach i takie różne...)
3. Podciąganie na drążku
4. Przysiady ( również różne odmiany: z wyskokiem, w szerokim rozkroku..)
5. brzuszki
6. chyba jeszcze jakieś ćwiczenia na tricepsy lub łydki

Mógłbym powiedzieć, że to taka wersja FBW, tylko że wykluczająca wszelkie obciążenie w postaci hantli, sztang i innych ustrojstw. Jako że miałem silną motywację do wyrobienia sylwetki, zdrowej i okazałej, szybko przeskakiwałem kolejne poziomy i robiłem coraz więcej ćwiczeń, coraz trudniejszych. Oceniam, że byłem wtedy równie sprawny, silny co obecnie. Moja waga już się stabilizowała w granicach 70-75kg, co wobec bodajże 61kg na początku 1 etapu było dla mnie sporym osiągnięciem, rosły mięśnie, rosła siła, zwiększała się sprawność. To było to! Jednak po pewnym czasie, a właściwie jakoś w związku z nadchodzącą nauką w liceum, zabrakło mi pewnego elementu niezbędnego do ćwiczeń - chęci. Motywacja gdzieś dogasała resztkami swego dawnego ognia,  ja wolałem się skupić na nauce, poznawać ludzi, a na treningi jakoś brakowało czasu. Wymiernym plusem tego okresu jest moja poprawa zdrowotna - skolioza dzięki odpowiednim ćwiczeniom i nawykom odpowiedniej postawy zmniejszyła się w znacznym stopniu.
Jednak jak wspomniałem treningi zeszły na boczny tor i rozpoczął się 3 etap mojej przygody z ćwiczeniami:

3 etap (przeszłość i teraźniejszość):
Tak jak poprzednie 1.5 roku treningów cechowało się niezwykłą wręcz, jak spoglądam pamięcią wstesz, sumiennością i regularnością, tak podczas kolejnego 1.5 roku zacząłem się obijać i byłem tak nieregularny jak tylko można sobie to wyobrazić. W jednym tygodniu potrafiłem nie zrobić ani jednego treningu, a w następnym nadrabiałem jak tylko mogłem, ćwicząc "ponad miarę". Wyglądało to mniej więcej tak:

poniedziałek: miałem dziś wfy, zmęczony jestem, nie cwicze
wtorek: dziś późno kończyłem, zrobię trening jutro
środa: dzisiaj są sksy siatki, powiedzmy że zastąpią trening
czwartek: dzisiaj wychodzę z dziewczyną, no time for workout...
piątek: ha... w końcu kończę wcześniej, więc.. wyjdę ze znajomymi
sobota: no jest wolne, zrobię chociaż jeden trening w tym tygodniu...
niedziela: dzień święty trzeba święcić więc nie ćwiczę, hahaha. oczywiście trochę to naginam, ale mam nadzieję, że wyobrażacie sobie, jak to wyglądało.

Jak się pewnie spodziewacie, nie przynosiło mi to wielkich efektów. Wręcz żadnych. Udawało mi się jedynie utrzymać skromną sylwetkę zdobytą do tej pory i zachować sprawność na podobnym poziomie. Dlatego też twierdzę, że od około połowy 2009 roku do dzisiaj nie zrobiłem postępu. Podczas treningów intuicyjnych wymyśliłem jedynie kilka ciekawych ćwiczeń, które będę opisywać innym razem. A tak, właśnie, nie wspominałem jeszcze. W tym czasie moje treningi były czysto intuicyjne, bez planu, bez założeń, po prostu robiłem to na co miałem ochotę. Jeśli chciałem zrobić 100 pompek i skończyć trening to tak robiłem, jeżeli miałem ochotę na przysiady to sobie przysiadałem i tak dalej. Okazało się, że nie działa to jednak tak dobrze jak poprzednie formy treningu. Dlatego niedawno, zawziąłem się i zdecydowałem, że wrócę do systematycznych, pełnych, dobrze zaplanowanych ćwiczeń. Już dość mam treningów powodujących jedynie zmęczenie, frustrację lub bóle mięśni( te głównie spowodowane brakiem rozgrzewki, bo na nią nigdy nie miałem czasu). Postanowiłem to zmienić! I ten blog ma mi w tym pomóc. Pytacie jak? Już wam odpowiadam: najtrudniejszą częścią w moim treningu jest przygotowanie psychiczne i sama chęć do treningu. Zdarza się, że zmuszam się do ćwiczeń, bo wiem, że to pożyteczne dla mnie, jednak ospałość, niechęć z jaką to robię powoduje brak efektów. Ostatnio straciłem gdzieś zapał i motywację. A dzięki tej stronie, zwierzeniu się i świadomości bycia obserwowanym przez innym mam zamiar je odzyskać!
Teraz zaczyna się nowa era w moim życiu:

4 etap (przyszłość):
Wypiszę moje postanowienia i założenia w punktach, tak będzie łatwiej się w tym połapać.
1. Pogodzenie rozwoju fizycznego z rozwojem sfery intelektualnej, osobistej - najważniejszy punkt tego programu. Mój główny cel to równowaga - pomiędzy nauką, treningiem, życiem towarzyskim. Mimo, że wcale nie mam mniej zajęć niż rok temu, kiedy to z powodu natłoku nauki i rozwoju życia towarzyskiego rzuciłem regularny trening, tak jednak postaram się wykombinować czas na treningi, chociażby kosztem obijania się i przeglądania internetu :)
2. Regularne i przemyślane treningi
3. Zdrowa dieta
4. Zapisywanie moich przemyśleń, treningów, postępów na tym blogu :)

Tak więc, jak widzicie, mam już pewien plan. Teraz moim zadaniem pozostaje jego realizacja! Życzcie mi powodzenia :)

wtorek, 22 lutego 2011

Dzień 0

"Zaczyna się nowa era" - rzekł mój przyjaciel na wieść o utworzeniu tego bloga. I ma rację, to będzie nowa era w moim systemie ćwiczeniowym, w moim życiu i mam nadzieję, że być może również w sferze internetowych blogów treningowych.

Ale od początku:
Mam na imię Paweł, jestem zwykłym 17-latkiem, jakich wielu dookoła. Tak jak oni chodzę do szkoły, ćwiczę, spotykam się z ludźmi itd. Jedyne co mnie może wyróżniać to to, że chcę nadać temu formę bloga, głównie skupionego na treningach, lecz także zawierającego teksty o życiu codziennym, przemyśleniach. Chcę się dzielić wiedzą, jaką mam i liczę również na naukę czegoś nowego od czytelników tego bloga. Wiem, może wam się wydawać, że taki nastolatek pewnie gówno wie i to strata czasu, jednak mam nadzieję, że przekonam was do tego, że tak nie jest...

Nigdy nie uprawiałem żadnej dyscypliny sportu zawodowo/w klubie, pod okiem trenera. Głównie z tego powodu w wieku czternastu lat zrodziła się we mnie nieodparta chęć znalezienia sobie czegoś, w czym będę dobry, jakiegoś sportu, który stanie się moim hobby, rodzajem pasji. Na moje (nie)szczęście było już za późno na zaczęcie trenowania w jakichś klubach sportowych, więc szukałem na swoją rękę. Chciałem się rozwijać, dużo czytałem, aż w końcu zająłem się kulturystyką. Oczywiście w karykaturalnej wersji tego sportu... Namówiłem mamę na kupno dwóch hantli po 10kg, których nie mogłem wtedy udźwignąć. Zacząłem jednak "treningi". I pewnie ćwiczyłbym tak do dnia dzisiejszego, gdyby nie skolioza, która zaczęła się jakoś "dziwnie" powiększać podczas mojej przygody z hantlami. Tak się złożyło, że trafiłem na świetnego specjalistę, który oprócz ćwiczeń na kręgosłup, kazał mi dalej ćwiczyć w domu, jednak bez hantli. To wtedy pierwszy raz zetknąłem się z pojęciem treningu z obciążeniem własnego ciała. Udało mu się przekonać mnie do takiej formy aktywności i co ciekawe, odkryłem, że nie ustępuje ona mojego dotychczasowego treningowi z hantlami. Ba, mogę powiedzieć, że jest lepsza. Zdrowsza. Bezpieczniejsza. Ale o tym kiedy indziej, to za długi temat na pierwszy post. Zresztą już się za bardzo rozpisałem.

Zakładałem, że napiszę pierwszą notatkę w formie krótkiego wprowadzenia do tematyki tego bloga, ale chyba trochę zboczyłem z drogi, hehe. Wiecie już jednak, o czym mniej więcej będzie traktował ten blog.
Zapisy moich treningów, dokładne opisy ćwiczeń możliwych do wykonywania bez sprzętu przez każdego z was, moje teorie na temat treningu, ciekawostki i być może, od czasu do czasu notatki z życia osobistego - to wszystko ma zawierać ten blog. Jest to moja pierwsza taka inicjatywa, więc pewnie popełnię dużo błędów w blogowaniu, jednak mam nadzieję, że mi je wskażecie i podpowiecie, na co zwrócić uwagę. I to by było na tyle, mianem wstępu. Zapraszam do czytania moich kolejnych wpisów. Te, już niedługo :)