środa, 23 lutego 2011

Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość

Większą część mojej przeszłości "treningowej" poznaliście już w pierwszej notatce, ale postaram się ją opisać trochę dokładniej - podzielić na okresy i metody treningowe. A więc zaczynamy.

1 etap (przeszłość):
Początek moich treningów. Złapałem zajawkę na ćwiczenia mając 14 lat, jakoś na początku 2008 roku. Już wspominałem o dwóch dziesięciokilogramowych hantlach gwałtownie przyciągających mnie do ziemi, gdy tylko wziąłem je do dłoni. Na szczęście ciężar był regulowany, jak to w większości takich wynalazków i zacząłem treningi od obciążenia 2x5kg. Wiem, wiem, brzmi to komicznie, jednak każdy od czegoś zaczyna. Miałem to szczęście, że przed rozpoczęciem ćwiczeń przez około miesiąc studiowałem fora i artykuły na temat treningów w domu, urządzenia sobie mini-siłowni i takie tam... Nie pamiętam już jak do tego doszło, ale zacząłem ćwiczyć metodą FBW (Full Body Workout) polegającą na wykonywaniu ćwiczeń na partie mięśniowe całego ciała na każdym treningu, w przeciwieństwie do bardzo popularnego splitu, który nakazuje rozdzielenie i pogrupowanie partii mięśniowych, tak by ćwiczyć każdą partię 1-2 razy w tygodniu. Ćwiczenia szły całkiem dobrze, jak na początek, co było spowodowane zapewne w dużym stopniu moją ogromną motywacją. Miałem przed oczami swoją sylwetkę wielką i silną, oczywiście myślałem, że to jest bardzo proste do osiągnięcia, więc ćwiczyłem i... widziałem efekty! Naprawdę, rzekłbym że efekty poczynione w tym okresie były godne pozazdroszczenia. Z chudego chłopczyka, z ramionami szerokości bioder, powoli stawałem się zarysem mężczyzny, umięśnionego, w kształcie V. Oczywiście przyczynił się również do tego szok mięśniowy, jaki przeżył mój organizm, gdy gwałtownie zacząłem ćwiczyć. Poprzez taką zmianę, zwyczajnie zacząłem rosnąć. Szybko rosnąć. Z mojej pamięci wymazały się już liczby określające moją wagę, ale wydaje mi się, że przytyłem około 10 kg w ciągu może 6-7 miesięcy. 10 kg, w większości mieśni.

Przykładowy trening z 1 etapu:
1.Wyciskanie na ławce prostej (stworzonej z dwóch taboretów i krzesła)
2.Przysiady z hantlami z łapach
3.Podciąganie na drążku podchwyt/nachwyt
4.Wyciskanie na barki
5.Wiosłowanie hantlą
6.jakieś brzuszki
7.Wspięcia na łydki

Tak to mniej więcej wyglądało. Oczywiście nie dam głowy uciąć, że nie wykonywałem innych ćwiczeń lub że wykonywałem zawsze te siedem tutaj wymienionych. Potraktujcie to jako zarys moich pierwszych treningów. Taki zwyczajny FBW. O diecie nie miałem wówczas pojęcia (zresztą do dziś nie ogarnąłem wiedzy potrzebnej do stworzenia sobie jakiejś zdrowej diety, ale o tym później), więc jadłem co popadnie, byle dużo. Jak większość rozpoczynających ćwiczenia zależało mi na masie. Tej mięśniowej. Przybyło jej dużo, ale coraz liczniejsze towarzystwo tkanki tłuszczowej i wód podskórnych zapewne mnie nie zachwycało ;)
Taki trening prowadziłem przez około 8-9 miesięcy, nie pamiętam już dokładnie. Były to treningi regularne, jednak jak się później okazało miały również swoje minusy. Oprócz okresowych bóli stawów czy mięśni spowodowanych niewystarczającą rozgrzewką lub złą techniką doszedł bardziej poważny problem. Otóż przez te kilka miesięcy znacznie pogłębiłem swoją skoliozę, której do tamtej pory nie leczyłem, jednak za namową lekarza zacząłem. Ćwiczyłem na zajęciach rehabilitacyjnych i w domu. Nie tylko mięśnie pleców (prostowniki i antagonistyczne mięśnie brzucha, jak to na takich "rehabilitacjach"), ale też, za namową lekarza, resztę ciała. Cały szkopuł tkwił w tym, że miałem zacząć ćwiczyć bez hantli, a jedynie z obciążeniem własnego ciała, co miało wymusić zmianę mojej techniki na prawidłową i wzmacnianie mięśni bez pogłębiania skrzywienia kręgosłupa. Jak się później okazało zmieniło to mój cały dotychczasowy pogląd na treningi. Dziś uważam, że zmieniło go na lepsze. Tak właśnie zaczynał się 2 etap...

2 etap (przeszłość):
Hmm. To będzie jakoś od końca roku 2008 do połowy 2009. Tak myślę. Mój ortopeda, który nawiasem mówiąc wyglądał na bardzo wysportowanego - stąd moje zaufanie do tego, co mi przekazywał, polecił mi system treningowy Proteo, opracowany przez niejakiego Oliviera Lafay'a, jeśli mnie pamięć nie myli, co okazało się dla mnie strzałem w dzisiątkę. Mój trening zmienił się może nie całkowicie, ale z pewnością w dużym stopniu. Nadal był oparty na ćwiczeniach skupionych na dużych grupach mięśniowych, ale już nie było w nim śladu sztucznego obciążenia. Wystarczył drążek (taki rozporowy, rozkręcany, przymocowywany do futryny, za 20zł), krzesła, ewentualnie taborety i ciężar ciała, aby wykonać trening, po którym czułem się jak nowo narodzony. Każdy mięsień żył własnym życiem,a razem tworzyły ciało, które stawało się coraz zdrowsze i silniejsze.
Ta metoda treningowa opierała się na stałej progresji, włączając w to zmieniającą liczbę powtórzeń, serii ćwiczeń jak również wykonywanie coraz bardziej skomplikowanych ćwiczeń w miarę rosnącego doświadczenia.

Mój trening z 2 etapu wyglądał mniej więcej tak:
1. Pompki na poręczach ( tu za poręcze służyły mi krzesła i ich oparcia)
2. różne wariacje wokół pompek (pompki z głową wyżej od nóg, z głową niżej, na krzesłach i takie różne...)
3. Podciąganie na drążku
4. Przysiady ( również różne odmiany: z wyskokiem, w szerokim rozkroku..)
5. brzuszki
6. chyba jeszcze jakieś ćwiczenia na tricepsy lub łydki

Mógłbym powiedzieć, że to taka wersja FBW, tylko że wykluczająca wszelkie obciążenie w postaci hantli, sztang i innych ustrojstw. Jako że miałem silną motywację do wyrobienia sylwetki, zdrowej i okazałej, szybko przeskakiwałem kolejne poziomy i robiłem coraz więcej ćwiczeń, coraz trudniejszych. Oceniam, że byłem wtedy równie sprawny, silny co obecnie. Moja waga już się stabilizowała w granicach 70-75kg, co wobec bodajże 61kg na początku 1 etapu było dla mnie sporym osiągnięciem, rosły mięśnie, rosła siła, zwiększała się sprawność. To było to! Jednak po pewnym czasie, a właściwie jakoś w związku z nadchodzącą nauką w liceum, zabrakło mi pewnego elementu niezbędnego do ćwiczeń - chęci. Motywacja gdzieś dogasała resztkami swego dawnego ognia,  ja wolałem się skupić na nauce, poznawać ludzi, a na treningi jakoś brakowało czasu. Wymiernym plusem tego okresu jest moja poprawa zdrowotna - skolioza dzięki odpowiednim ćwiczeniom i nawykom odpowiedniej postawy zmniejszyła się w znacznym stopniu.
Jednak jak wspomniałem treningi zeszły na boczny tor i rozpoczął się 3 etap mojej przygody z ćwiczeniami:

3 etap (przeszłość i teraźniejszość):
Tak jak poprzednie 1.5 roku treningów cechowało się niezwykłą wręcz, jak spoglądam pamięcią wstesz, sumiennością i regularnością, tak podczas kolejnego 1.5 roku zacząłem się obijać i byłem tak nieregularny jak tylko można sobie to wyobrazić. W jednym tygodniu potrafiłem nie zrobić ani jednego treningu, a w następnym nadrabiałem jak tylko mogłem, ćwicząc "ponad miarę". Wyglądało to mniej więcej tak:

poniedziałek: miałem dziś wfy, zmęczony jestem, nie cwicze
wtorek: dziś późno kończyłem, zrobię trening jutro
środa: dzisiaj są sksy siatki, powiedzmy że zastąpią trening
czwartek: dzisiaj wychodzę z dziewczyną, no time for workout...
piątek: ha... w końcu kończę wcześniej, więc.. wyjdę ze znajomymi
sobota: no jest wolne, zrobię chociaż jeden trening w tym tygodniu...
niedziela: dzień święty trzeba święcić więc nie ćwiczę, hahaha. oczywiście trochę to naginam, ale mam nadzieję, że wyobrażacie sobie, jak to wyglądało.

Jak się pewnie spodziewacie, nie przynosiło mi to wielkich efektów. Wręcz żadnych. Udawało mi się jedynie utrzymać skromną sylwetkę zdobytą do tej pory i zachować sprawność na podobnym poziomie. Dlatego też twierdzę, że od około połowy 2009 roku do dzisiaj nie zrobiłem postępu. Podczas treningów intuicyjnych wymyśliłem jedynie kilka ciekawych ćwiczeń, które będę opisywać innym razem. A tak, właśnie, nie wspominałem jeszcze. W tym czasie moje treningi były czysto intuicyjne, bez planu, bez założeń, po prostu robiłem to na co miałem ochotę. Jeśli chciałem zrobić 100 pompek i skończyć trening to tak robiłem, jeżeli miałem ochotę na przysiady to sobie przysiadałem i tak dalej. Okazało się, że nie działa to jednak tak dobrze jak poprzednie formy treningu. Dlatego niedawno, zawziąłem się i zdecydowałem, że wrócę do systematycznych, pełnych, dobrze zaplanowanych ćwiczeń. Już dość mam treningów powodujących jedynie zmęczenie, frustrację lub bóle mięśni( te głównie spowodowane brakiem rozgrzewki, bo na nią nigdy nie miałem czasu). Postanowiłem to zmienić! I ten blog ma mi w tym pomóc. Pytacie jak? Już wam odpowiadam: najtrudniejszą częścią w moim treningu jest przygotowanie psychiczne i sama chęć do treningu. Zdarza się, że zmuszam się do ćwiczeń, bo wiem, że to pożyteczne dla mnie, jednak ospałość, niechęć z jaką to robię powoduje brak efektów. Ostatnio straciłem gdzieś zapał i motywację. A dzięki tej stronie, zwierzeniu się i świadomości bycia obserwowanym przez innym mam zamiar je odzyskać!
Teraz zaczyna się nowa era w moim życiu:

4 etap (przyszłość):
Wypiszę moje postanowienia i założenia w punktach, tak będzie łatwiej się w tym połapać.
1. Pogodzenie rozwoju fizycznego z rozwojem sfery intelektualnej, osobistej - najważniejszy punkt tego programu. Mój główny cel to równowaga - pomiędzy nauką, treningiem, życiem towarzyskim. Mimo, że wcale nie mam mniej zajęć niż rok temu, kiedy to z powodu natłoku nauki i rozwoju życia towarzyskiego rzuciłem regularny trening, tak jednak postaram się wykombinować czas na treningi, chociażby kosztem obijania się i przeglądania internetu :)
2. Regularne i przemyślane treningi
3. Zdrowa dieta
4. Zapisywanie moich przemyśleń, treningów, postępów na tym blogu :)

Tak więc, jak widzicie, mam już pewien plan. Teraz moim zadaniem pozostaje jego realizacja! Życzcie mi powodzenia :)

1 komentarz:

  1. Zarąbisty blog. "który nawiasem mówiąc wyglądał na bardzo wysportowanego - stąd moje zaufanie do tego, co mi przekazywał" - podejście wykorzystywane w Buddyzmie Diamentowej Drogi :D

    Ale żeby kosztem przeglądania internetu? To wtedy kto będzie zamieszczał kolejne notki?

    OdpowiedzUsuń